[ opis z wyprawy na Mont Blanc ]

MONT BLANC

16 - 22.8.2005r.


Wyprawa na Mont Blanc urodziła się rok wcześniej, ponieważ mieliśmy jechać na Marmoladę ale zmieniliśmy zdanie żeby jednak pojechać na Mont Blanc. Wyprawa rozpoczęła się 16.08.05 o godzinie 16:15. Na miejscu byliśmy 17.08.05 o godzinie 10 rano w miejscowości Ies Houchs obok Chamonix. Na parkingu obok kolejki linowej zjedliśmy schabowego z ryżem, kupiliśmy bilet za 12 euro w dwie strony i wyruszyliśmy z wysokości 993m. na 1801m Na wysokości 1801m zeszliśmy parę metrów do Kolejki Zębatej. Dwa wagoniki, które przyjechały nie zabrały nas z powodu braku miejsc. Musieliśmy czekać 1:min. na następne wagony, które zabrały nas na wysokość 2372m. (Gare). Stamtąd zaczęliśmy podejście do schroniska Refuge de Tete Rousse (3167m). Idąc po drodze minęliśmy, po lewej stronie betonowy schron ok. godziny 14.30. Przy którym szlak skręca w prawo. Po pewnym czasie przeszedłej drogi zaczyna się ostre podejście- jazda. W schronisku byliśmy ok.17. Przejście w prawo po małej łacie śnieżnej. Rozbiliśmy namiot, zjedliśmy jedzenie liofilizowane i patrzyliśmy w górę na schronisko Gouter. Poznaliśmy 5-ciu kolegów z Warszawy: Macieka, Konrada,Mareka, Roberta i Andrzeja. Oni wchodzili przed nami do Gouter, na drugi dzień prowadzili na Blanca. Czas podejścia do Gouter z tego miejsca, w którym znajdował się rozbity namiot wahał się między trzema, a czterema godzinami. W zależności od pogody panującej w danej chwili. Gdy wstałem 18.08 ok. godziny 1 w nocy i popatrzyłem w stronę Goutera to widziałem dużo migających światełek, podobnie jak na choince w Święta. Dosydź dużo osób wcześnie wyruszyło na Mont Blanc. Wstaliśmy rano i zaczęliśmy podejście o godzinie 08:20. W Gouter byłem 11:07. Trzeba poświęcić pewien okres czasu na aklimatyzację na pewnych wysokościach. Jej brak może się odbić negatywnie na zdrowiu. W schronisku Gouter była obsługa 6 osobowa, czworo z nich było nieprzyjemnych i nie komunikatywnych, z piątym można było zamienić kilka zdań po francusku i angielsku, szósta osoba to kobieta, dosyć znośna. Gdy obsługa jadła posiłek, nie zwracała uwagi na zamówienia turystów i była niegrzeczna. Drugą noc spędziliśmy w schronisku na Pryczach,w ciepłym pomieszczeniu, z nieznośnymi przewodnikami francuskimi. 19.09 wstaliśmy wcześnie rano, zjedliśmy śniadanie, wzięliśmy niezbędne rzeczy, reszta niepotrzebnych rzeczy została w koszach pod sufitem schroniska. Wyszliśmy o godzinie 07:30 ze schroniska Gouter, które leży na wysokości 3817m. Poszliśmy na pierwszy szczyt Aiguilie du Gouter 3863, zajęło nam to 2godz. Stamtąd ujrzeliśmy schron Vallot(4362m). W schronie byliśmy o godz. 10:10. Zostawiliśmy plecaki, wzięliśmy do kieszeni trochę jedzenia i picia, i wyruszyliśmy na Blanca. Droga z Vallota na szczyt z początku nie była trudna. Gdy dotarliśmy do dużego nawisu śnieżnego i kilku szczelin lodowych, skręciliśmy na grań. Pogoda paro krotne się załamywała. Gdy minęliśmy pierwszy mostek śnieżny wiało coraz mocniej, a szczytu nie było widać. Koledzy z Warszawy: Maciek prowadził od Vallota na sam szczyt. Zajęło mu to 3 godz..(do godz. 14). Na szczycie Rafał zrobił kilka zdjęć i zarządziliśmy odwrót. Zgubiliśmy po raz pierwszy nasze ślady, z powodu panujących ekstremalnych warunków panujących na szczycie. Gdy po raz drugi zgubiliśmy nasze ślady, zamiast skręcić w prawo, poszliśmy w odwrotną stronę, po bardzo stromym lodowym zboczu. Modliłem się żeby wiatr przewiał chmury i aby ukazał się Vallot. Po morderczej pracy (ok. 1,5h.) na zlodowaciałym, bardzo ostrym zboczu, Vallot ukazał się po prawej stronie, dosydź daleko od nas. Kłopoty jeszcze nie dobiegły końca, ponieważ musieliśmy się przesunąć kilkaset metrów w stronę schronu. Po niefortunnej decyzji jednego z kolegów, który zarządził że będą się przemieszczać powyżej mnie na tak niebezpiecznej ścianie mogło się to skończyć tragicznie. W pewnym momencie jeden z uczestników naszej wyprawy miał mały problemik i przez kilka minut widział lodowe zbocze z nieco innej perspektywy. Po krótkiej rozmowie i odpoczynku wyswobodził się z uwięzi liny i podszedł na naszą wysokość. Podczas przesuwania się w lewo, w stronę Vallota odpadłem i ja. Zjechałem parę metrów na plecach- nic przyjemnego!! W schronie byliśmy około godz.18. Witja poszedł do śpiwora, a ja z Rafałem wypiliśmy herbatę. Zjadłem jakąś zupkę, również wszedłem do śpiwora. Ok. godz. 20:30 rozpętała się burza śnieżna. Pioruny waliły za oknem tak, że w środku było jasno jak w południe. 20.08 rano po śniadaniu zjechaliśmy na tyłkach z plecakami z pod Vallota. ( tym razem dla zabawy ). Na Augilie de Gouter zrobiliśmy kilka pamiątkowych zdjęć. W Gouter byliśmy na 12:00. Zjedliśmy wstrętne spaghetti, które składało się z makaronu i skwarków z boczku. Wyruszyliśmy ok. 14:20 z Gouter. W Teterousse byliśmy o 17:15. Zamówiliśmy zupę, była tak rzadka, że rosół niedzielny jest bardziej gęsty. Omletu nam nie zrobiono, ponieważ była 17:30. Poszliśmy w dół do schronu, który był opisany na początku wyprawy. W nim spaliśmy na strychu w międzynarodowej obsadzie (Słowacy, Francuzi i Polacy). 21.08 o 07:55 zaczęliśmy schodzić do Kolejki Zębatej, 08:40 przy kolejce. Po godz. 09 zaczęliśmy zjeżdżać na dół. Na dole, przy kolejce linowej wzięliśmy prysznic i przebraliśmy się w czyste ubrania. Pojechaliśmy do Chamonix, tam wjechaliśmy kolejką na Aiugille Du Midi(3842m) koszt biletu 35 euro, aby jeszcze raz spojrzeć na Alpy. Po zjeździe na dół zjedliśmy obiad za 14 euro, wsiedliśmy do samochodu ok. godz. 16 i zaczęliśmy wracać do domu. Koszt przejazdu tunelem pod Mont Blanc wynosi: 30 euro w jedną stronę, lub w 2 strony 38 euro, ważny 7 dni. Koszt autostrad we Włoszech to 10, 12 i 15 euro w jedną stronę. Winetki na Słowację i Austrię. W Polsce byliśmy ok. godz. 10, 22.08 rano. ( to tyle statystyk dla planujących wypad w Alpy ). Przejechaliśmy 1600km w ciągu 16 godz. Chciałem podziękować poznanym chłopakom z Warszawy: Andrzejowi, Robertowi, Maćkowi, Konradowi, a w szczególności Maćkowi B., który miał naprawdę bardzo dobre wyczucie w ekstremalnych warunkach i dzięki niemu wyprawa skończyła się szczęśliwie. W wyprawie wzieli udział: Witek Warwas , Rafał Gil i moja skromna osoba.


Grzegorz Skorek " Strażak" - Speleotrek

powrót do galerii   -   powrót do albumu  -  powrót do archiwum