›› Dzisiaj jest sobota, 21 kwietnia 2018 roku. ‹‹



 
25-27 lipca 2014
Wyjazd w Tatry

W dniu moich imienin, 25.07.2014 z garstką znajomych postanowiliśmy pojechać w Tatry na weekend, który miał być zwieńczeniem mojego urlopu. Nie myśląc długo o godzinie 16.00 zapakowałem "Zdzicha", rodzinkę i wyruszyłem w trasę. O dziwo droga przejazdu nie była zakorkowana więc o 19.00 byliśmy już na miejscu. Zatrzymaliśmy się w pensjonacie u Pani Zosi, gdzie z pokojów mieliśmy widok na Giewont. Wieczorem jak każdy przyzwoity turysta poszedłem z żonką na Krupówki. Około 22.00 dojechali do nas Strażak i Złotowłosa Ela. Przy wieczornym piweczku ;-) zaplanowaliśmy co będziemy porabiać z tak mile zaczynającym się weekendem.

W sobotę rano (skoro świt) wstaliśmy na śniadanie , po którym szykowaliśmy się na podbój tatrzańskich jaskiń. Pod czujnym okien Wojtka (instruktora taternictwa jaskiniowego) zaczeliśmy wędrówkę do Jaskini Kasprowej Wyżnej, która jest może niewielka, ale każdy kursant powinien ją zaliczyć. Samo podejście pod jaskinię to nielada wyczyn, zważywszy ciężar z jakim wspinaliśmy się na te wysokości. Widoki jednak wynagrodziły nam trudy wspinaczki. Po drodze było bardzo dużo grzybów i jagód, szkoda że na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Mogliśmy jedynie udokumentować jak wielkie grzyby tam rosną.Gdy my: Strażak, Ela, Krzysiek i Kinga zmagaliśmy się z jaskiniami, Dośka z chłopakiem ( Damian) postanowiła zdobyć Giewont. Po prawie 2 godzinach wspinaczki naszym oczom ukazał się cel podróży. Zanim zaczeliśmy się szpeić, niektórzy musieli dojść do siebie po tak morderczej rozgrzewce, była to chwila na podziwianie panoramy, Giewont w chmurach, Kasprowy Wierch w słońcu, pomiędzy Myślenickie Turnie, cisza i spokój oraz pełno much, które zakłucały ten malowniczy krajobraz. Sam zjazd do Kasprowej Wyżnej był dość prosty, wyjście z drugiej strony również, ale jak zobaczyliśmy zjazd z 60 metrowej skały to niektórzy wymiękli. Jedyna odważna to Ela wraz z naszym przewodnikiem, Burziki wymiękły więc Strażak schodził z nami do kolejnej jaskini czyli Kasprowej Średniej. Wejście do niej poprzedzone jest delikatnym trawersem. W drodze powrotnej jak to w Tatrach zastała nas burza z gradobiciem. Przemoczeni do bielizny szybko udaliśmy się do samochodu aby pozbyć się mokrych ciuchów i napić gorącej czekolady.

W niedzielę już bardziej rekreacyjnie Ela wybrała się na Czerwone Wierchy a my do Doliny Kościeliskiej i szlakiem na Halę Ornak a z niej nad Staw Smreczyński. Spacer był bardzo przyjemny mimo dużej ilości turystów na szlaku. Największą trudnością było znalezienie taniego parkingu, ale też się nam udało. W niedzielne popołudnie podjechaliśmy jeszcze do Bacówki u Marysi po oscypki i szykowaliśmy się do powrotu do domu. Po tak mile spędzonym weekendzie co niektórzy musieli wrócić do pracy aby odpocząć po wakacjach
/więcej fotek w galerii/

Krzysztof Burzyński

aktualności « powrót » archiwum

Speleo-Myszków