›› Dzisiaj jest środa, 24 stycznia 2018 roku. ‹‹



 
12-13 kwietnia 2014
Speleomiting i Stary Hrad

Jaskiniowe plany na weekend były nieco inne, ale wyższa konieczność zmusiła mnie do ich zmiany. Na zaproszenie słowackich kolegów pojechaliśmy bowiem na Speleomiting organizowany przez SSS (Slovenska Speleologicka Spoločnost). To impreza w stylu naszego walnego zebrania KTJ PZA połączonego ze Speleokonfrontacjami.

Na pokazie filmów Polskę reprezentował Ziro z krótkim filmem o eksploracji jaskiń Murańskiej Planiny. Fajna impreza, można było nawiązać międzynarodowe kontakty, dowiedzieć się o nowych odkryciach i wyprawach, zrobić zakupy. Nie byliśmy jedynymi Polakami na imprezie - pozdrowienia dla Wojtka & co. ze Speleoklubu Tatrzańskiego. Wieczorem, po zakończeniu pokazu filmów (niestety nasi faworyci nie wygrali) przemieściliśmy się w okolice Kráľovej hoľi w Parku Narodowym Niżne Tatry (slow. Nízke Tatry). Doskonałe kontakty Zira z Lukášem Vlčkiem pozwoliły nam na wejście do najgłębszej jaskini Słowacji - Systemu Hipmanovych Jaskyn. Powstał on z połączenia odkrytych w latach 60-tych jaskiń Starý Hrad i Večná Robota. Aktualnie system ma głębokość 495 m i długość 7553 m. Jest pod opieką Speleoklubu Detva ze Zvolena i oczywiście nie jest udostępniony do zwiedzania. Lukáš załatwił stosowne pozwolenie u odpowiednich władz i mogliśmy się tam udać oficjalnie.

Już pod wieczór podjechaliśmy pod turystyczną Staniszowską Jaskinię (Stanišovská jaskyňa) i rozpoczęliśmy mozolne podejście do chatki jaskyniarov ze Zwolenia, umiejscowionej pod szczytem Kráľovej hoľi (1434 m n.p.m.). Końcówka podejścia była dość stroma i nieźle dała się we znaki. Tym bardziej, że w sumie targaliśmy prawie 200 kg bagażu. Wszystkich pobił Levi (25 kg), który nawet sam nie wiedział co niesie w plecaku . Już po zmroku doszliśmy na miejsce. Chatka kapitalna, coś w stylu naszych chatek studenckich w Beskidach. Może nieco mniejsza. Umiejscowiona pod skalnym okapem, na skraju bardzo stromego zbocza. Na miejscu zaczęliśmy się integrować ze Słowakami. Było nas w sumie dziesięciu: Lukáš, Ondro, Števo, Tomaš, Diobeł, Kacper, Levi, Papuga, Skóra i Ziro. Dobrze po północy udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. Część w chatce, reszta na zewnątrz. Niektórzy w dość ekstremalnych miejscach. Ranek przywitał nas chłodem i pięknym widokiem na ośnieżony Dumbier (2043 mnpm) - najwyższy szczyt Niżnych Tatr. Małe co nieco na ząb i udaliśmy się do nieodległego wejścia do jaskini. Szpeju nie braliśmy, słowackim zwyczajem we wszystkich pionowych miejscach są zamontowane drabinki. Wchodziliśmy przez Starý Hrad. Nazwa jaskini jest adekwatna do położenia. Wejście jest bowiem umiejscowione we wnętrzu ogródka skalnego, przypominającego sporą kamienną basztę. Na początku długi, fajny meander, potem drabinki. Drewniane były spoko, ale linowe... Już pierwsza z nich dała nam wyobrażenie co nas czeka dalej. Po pokonaniu kilku kolejnych dotarliśmy nad krawędź Studňi Radosti. Cóż to była za radość zerknąć w 45 metrową obszerną studnię, w której wisiała sobie linowa drabinka. Zwieracze same się ścisnęły, nie tylko mnie. Nie pozostało nic innego jak zejść na dół. A wszystko to bez żadnego zabezpieczenia. Wszystkim Polakom marzyła się jakaś poręczówka z shuntem. Mamy jednak nieco inne wyobrażenie o bezpieczeństwie niż Słowacy. Ci zresztą biegali po drabinkach jak dobrze wytresowane, za przeproszeniem, małpy. Lukáš dodatkowo targał 16 kg stalową drabinkę do zamontowania gdzieś na dole. Totalny hardkor. Potem były jeszcze następne długie drabinki, ale te nie robiły już takiego wrażenia. Fajne było miejsce zwane Bufetem pod Etnou - to potężny stalagmit, po którym spływa podziemny potok. Zwyczajowe miejsce na krótki popas i przekąskę. Dotarliśmy aż do Riečnej priepasťi, około 350 m poniżej wejścia do jaskini. Dalej była tylko woda i zawalisko. I to wszystko bez kawałka liny. Powrót był dość męczący, głównie z powodu drabinek i stresu. Cała akcja jaskiniowa trwała 7 godzin. Słowacy robią to podobno w 2,5 godziny. Może jak trochę potrenujemy będzie lepiej. Na zewnątrz przywitał nas deszcz ze śniegiem. W chatce zasłużona gorąca herbata, jakieś żarełko i trzeba było myśleć o powrocie. Objuczeni jak muły zeszliśmy do samochodów. Trzeba było zrobić retransport śmieci na dół. Chwila pogawędki, serdeczny uścisk dłoni i do domu. Serdeczne dzięki dla Lukáša i Zira za zaproszenie, a członkom Speleo Detva za udostępnienie jaskini. /więcej fotek w galerii/

(kk)

aktualności « powrót » archiwum

Speleo-Myszków