›› Dzisiaj jest środa, 12 grudnia 2018 roku. ‹‹



 
9-14 marca 2014
W poszukiwaniu hrabiego Draculescu...

Stało się... Wytrwale planowany od października zeszłego roku, tygodniowy wyjazd do naszych dalekich południowych sąsiadów jest już za nami. Do Rumunii wybrało się łącznie 20 osób /członków i sympatyków Speleo-Myszków/. Część ekipy wyjechała z Polski w sobotę wieczorem, reszta w niedzielny i bardzo chłodny poranek. Po kilku przygodach związanych z dojazdem do celu (brak map, GPS-u, nagłe zmiany trasy) stawiliśmy się na miejscu w komplecie. Plan był prosty, łatwy i przyjemny. Chcieliśmy zwiedzić jak największą liczbę jaskiń (różniących się od naszych jurajskich), zrelaksować się i liznąć trochę rumuńskiego folkloru. Ale po kolei...

Dzień 1

Poniedziałek przeznaczyliśmy na odpoczynek. Jak można się było spodziewać, nie wszyscy potrafili spokojnie wysiedzieć w naszym uroczym sielskim domeczku rodem ze skansenu. Zatem rekonesans... Pięć minut drogi od lokum odkryliśmy wejścia do dwóch jaskiń. Pomocą służył nam tubylec, posługujący się szczątkowo, ale jednak językiem polskim. Pierwsza z jaskiń okazała się okrutnym wysypiskiem śmieci, więc podziękowaliśmy jej na dzień dobry. Drugą dziurę (Dobosz) zaplanowaliśmy natomiast na najbliższe dni. Kaśka z Łukaszem podczas swojego kilkugodzinnego spaceru po okolicy natrafili na jeden z wielu znajdujących się tu kanionów, gdzie w potężnych skałach znaleźli kilka otworów wyglądających na monstrualne wejścia do jaskiń. Jednak kiedy kilka dni później zobaczyliśmy wejścia do Meziadu, te odkryte w kanionie nie wydawały nam się już takie monstrualne. Zła wiadomość dnia okazała się być taka, że dwie największe jaskinie okolicy tj. Ciur Ponor i Ciur Izbuc zamknięte są kratą. Przemiła pani, u której wynajmowaliśmy domek, wykonała jednak odpowiedni telefon i po kilku chwilach niepewności otrzymaliśmy informację, że następnego dnia przyjdzie przewodnik, który z pierwszą grupą wejdzie do Ciur Ponoru. Udany dzień zakończyliśmy ogniskiem, które w kolejnych dniach stało się wieczorną tradycją ekspedycji.

Dzień 2

Przewodnik okazał się słownym człowiekiem i razem z kluczami do jaskini pojawił się na umówionym spotkaniu. Połowa ekipy zniknęła w czeluściach Ciur Ponoru, reszta ruszyła w dół dolinki do rzeczonego kanionu. Znaleźliśmy wejścia do trzech jaskiń, do których nie omieszkaliśmy zajrzeć. Pierwsza, pozioma i największa z nich wszystkich, dwie pozostałe zdecydowanie pionowe do szybkiej eksploracji. W jednej z jaskiń, tuż przy wejściu, trafiliśmy na ślady całkiem żywych i nie jaskiniowych niedźwiadków. Późnym popołudniem pojawił się drugi przewodnik, z propozycją wejścia do Ciur Izbuc. Lekko niepokojącym był fakt, że grupa która poszła do Ciur Ponoru jeszcze nie wróciła. Kiedy jednak schodziliśmy do Izbuca, minęliśmy naszych, bardzo zmęczonych, ale zadowolonych. Ciur Izbuc to bardzo ładna, pozioma jaskinia, która niegdyś służyła tubylcom za miejsce miłosnych schadzek. Obecnie wejście zostało zamknięte kratą, a opiekę nad nią sprawuje stowarzyszenie w Oradei. Wybierając się do niej koniecznie trzeba zabrać kalosze i rękawiczki. We wnętrzu natknęliśmy się na odcisk stopy praczłowieka (na nasze oko dzisiejszy rozmiar 45) i czaszkę niedźwiedzia jaskiniowego. Z innych atrakcji dnia: w kanionie, który mija się zaraz po wyjeździe z Rosji, znajdują się otwory starych sztolni. Robią ogromne i przygnębiające wrażenie. W tych, do których weszliśmy było sporo wody. Większość sztolni grozi zawaleniem. Wieczorem dowiedzieliśmy się dodatkowo, że w razie draki nikt nie próbowałby nas w nich szukać... Może to właśnie w nich ukrywa się znany wszystkim hrabia?

Dzień 3

Do Ciur Ponor ruszyła druga część ekipy, przygotowana na spore ilości wody oraz utrudnienia techniczne, w postaci konieczności stosowania technik linowych, zapieraczek, trawersów i innych... Jaskinia wydaje się pływać w wodzie. Już samo wejście stoi wodą po kostki i to zanim przekroczymy linię kraty. Nie jest to jaskinia dla ludzi, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę ze speleologią. Do przejścia jest kilka kilometrów, a zatem dobra kondycja się przydaje, poza tym trzeba być obeznanym z techniką jaskiniową.

Dzień 4

Całą ekipą wybraliśmy się do jaskini Kryształowej. Poprowadzony wewnątrz szlak turystyczny ciągnie się przez 200 metrów poprzez sztolnie górnicze. W jednej z sal znajduje się ciekawe muzeum górnicze. Szlak dla zwiedzających kończy się na balkonie, z którego można podziwiać płyty kwarcu i kryształy układające się w kształtne ważki i aniołki.

Dzień 5

Wszystko co dobre... Wisi nad nami widmo wyjazdu. Z samego rana idziemy do odkrytego w poniedziałek Dobosza. Wejście do tej pionowej dziury obfituje w ostre kamienie i wodę. Na całe szczęście to tylko jakieś 2m korytarzyka. Jaskinia wyróżnia się bardzo ciekawymi naciekami oraz przepływa przez nią woda. Można się w niej również natknąć na futrzastych przyjaciół - nietoperze. Ostatnią jaskinią wyprawy był Meziad. Znajduje się w górach Padurea Craiului (Królewski Las). Jest jedną z ciekawszych i mało skomercjalizowanych jaskiń. Jest naprawdę spora... W jej wnętrzu można poczuć, jak bezbronny i malutkim jest człowiek wobec Matki Natury, która potrafiła stworzyć takie cudo.

Wyjazd do Rumunii odhaczamy jako udany i spełniony. W poznawaniu rumuńskich podziemi uczestniczyli: Agnieszka Noszczyk, Sylwia Kawulka, Kinga Burzyńska, Dominika Cichoń, Katarzyna Kłosek, Grzegorz Skorek, Jarek Noszczyk, Krzysztof Miklas, Krzysztof Burzyński, Łukasz Bala, Michał Bartoszek, Michał Bańka, Roman Ormańczyk, Krzysztof Jarząb. Towarzyszyli nam także Kazik (Diobeł), Zbyszek (Zwierzątko), oraz nasi dobrzy znajomi z "AVEN Sosnowiec": Małgosia, Ewa, Rysiek i Grzesiek. /więcej fotek w galerii/

aktualności « powrót » archiwum

Speleo-Myszków