›› Dzisiaj jest środa, 24 stycznia 2018 roku. ‹‹



 
16 listopada 2013
Brno i Morawski Kras.

My też nie wzięliśmy udziału w Marszu Niepodległości i nie paliliśmy Tęczy. W zamian za to, podpaleni krasowym bogactwem u naszych południowych sąsiadów, w piątek 8 listopada pojechalismy do stolicy Moraw - Brna. Praga to może i nie jest, ale znakomicie odrestaurowane kościoły, kamienice i utrzymane w nienagannej czystości place i uliczki dają duże poczucie estetyki i swobodę zwiedzania.

Na uwagę zasługuje Katerdra Świętego Piotra i Pawła, Twierdza Spilberk oraz Kapucinskie Namesti, gdzie wznosi się XVII wieczny Kościół św. Krzyża, należący niegdyś do pobliskiego Klasztoru Kapucynów. W jego krypcie znajdują się naturalnie zmumifikowane poprzez cyrkulację powietrza, dobrze zachowane szczątki kilkudziesięciu osób, zarówno znamienitych postaci XVIII-to i XIX-to wiecznego Brna, jak również mnichów Zakonu Kapucynów. Jak głosi napis "Czym Wy jesteście - My byliśmy, czym My jesteśmy - Wy będziecie". Robi wrażenie.

Aby jednak odbiec od tematu trzeba przyznać, że wreszcie Czesi otwierają się na turystów. Knajpy, bary i restauracje czynne są do późnych godzin nocnych. Nawet w samym centrum przystępne ceny i do tego świetna kuchnia.

Niedzielę przeznaczylismy na Morawaki Kras. Trzeba dojechać do miejscowosci Blansko, a następnie wioski Skalni Młyn, skąd już pieszo 2 km drogą przez las pośród kilkudziesięciometrowych pionowych ścian. U celu wejście do Jaskini Punkveni oraz wjazd kolejką linową na szczyt urwiska - Przepaść Macocha. Jaskinia turystyczna, z biletem i przewodnikiem, ale warta polecenia. Wydrążona w wapieniu dewońskim z palezoiku wartkim nurtem podziemnej rzeki Punkva. Złożona z trzech części. Pierwsza to około 400 metrów spaceru poprzez sale i galerie pośród kolumn naciekowych i lustrznych jeziorek z ziejacymi nad głową otchłaniami kilkunastometrowych studni wirowych. Część druga to robiące ogromne wrażenie zapadlisko po oberwaniu się stropu jaskini, którego wysokść wynosi 138,4 m. Nie bez powodu nosi nazwę Przepaść Macocha, odsyłam do legendy dostępnej w sieci. Ostatnia cześci to rejs podziemną rzeką przez naturalnie utworzone komory obfitujace w "dekoracje" naciekowe. Po 450 metrach, krótki przystanek na obejrzenie Groty Bajkowej z wapiennym słupem o nazwie Pomnik Mistrza Jana Husa i powrót do łódki w celu wydostania się na zewnatrz odstrzelonym w 1920 r. korytarzem. Potem wjazd kolejką na Macochę (lepsze wrażenie robi z wnętrza jaskini) i gdyby nie słoneczna pogoda to trzeba byłoby już wracać.

Jak to bywa na takich wyjazdach nawiązaliśmy internacjonalne kontakty. Po drodze do jaskini zabraliśmy dwóch przypadkowych, niezmotoryzowanych turystów, z którymi spędzilismy resztę dnia. Miguel i Antonio pochodzą z Hiszpanii. Studiują w Brnie. Miguel, co od razu widać na zdjęciach, jest grotołazem i kanioningowcem. Antonio uprawia rugby i jak sam określił jest tzw. "turystą kulinarnym", jedzenie to jego specjalność. Dodatkowo jeden z nich (nie pamiętam który) jest fanem Falubazu Zielona Góra. Obu jednak możemy pozazdrościć, bo pomimo młodego wieku zdążyli zwiedzić już bardzo wiele i na pewno na tym nie poprzestaną, czego im życzymy. W takim składzie pojechaliśmy do Boskovic, które ze względu na rynek, stary zamek i dzielnicę żydowską miały być dla nas nie lada atrakcją. Jak się okazało rynek był pusty, dzielnica żydowska nie zachwyciła, a zamek, na który zaciągnąłem Agnieszkę - zamknięty. Dobrze chociaż, że miejscowa winoteka miała w ofercie znakomitego Rislinga z beczki. Najlepiej na tym wyszli Antonio i Miguel, którzy zalogowali się w knajpie, w której następnie przy wspólnm piwie (ja niestety kawa) "podziwialiśmy" niezliczone wartości turystyczne Boskovic. W Brnie przyszedł czas na pożegnanie, ale kto wie, może się wkrótce zobaczymy, zwłaszcza, że na trasie ich najbliższych podróży znajduje się Kraków. Wieczorem za namową znawcy - Antonia udaliśmy się do restauracji, gdzie raczylismy się świetnym morawskim ciemnym piwem oraz znakomicie przyrządzonym "kolanem", czytaj golonka.

Poniedziałek to smutny dzień wyjazdu, ale aby go urozmaicić, po drodze zatrzymaliśmy się w Ołomuńcu. Starówka jest ładniejsza i ciekawsza niż w Brnie, a wpisana na listę światowego dziedzictwa Unesco, Kolumna Świętej Trójcy jest naprawdę imponująca. Chyba już wiemy, jaki będzie nasz następny przystanek w Czechach. /więcej fotek w galerii/

Pozdrawiamy Agnieszka i Jaro.

aktualności « powrót » archiwum

Speleo-Myszków