›› Dzisiaj jest wtorek, 23 stycznia 2018 roku. ‹‹



 
3 listopada 2013
Powtórka z Jaworzni

Po niedawnych mocnych wrażeniach z Korytarza Czołgistów obiecałem sobie, że nikt w najbliższym czasie nie namówi mnie na żadne ciasnoty. Życie pokazało, że myliłem się bardzo . I znów odbyło się to w gościnnych podwojach najdłuższego systemu jaskiniowego regionu świętokrzyskiego.

Postanowiliśmy bowiem zaliczyć partie, pominięte podczas trawersu miesiąc temu. Tym razem miała to być lajtowa przechadzka po jaskini Pajęczej i obszerniejszych fragmentach jaskini Chelosiowej. Przewodnikiem podobnie jak miesiąc temu był Dexter. Niedzielnym porankiem przebraliśmy się w świeżo wyprane, czyściutkie i pachnące ciuchy jaskiniowe i zeszliśmy na dno kamieniołomu.

Na pierwszy rzut poszła Pajęcza. Już zapomniałem jak ciasne i błotniste są niektóre jej fragmenty. Na szczęście chłopcy nie pchali się w żadne ekstremalne ciasnoty i wszystko odbyło się odbyło się w miarę spokojnie. Ot szybkie zejście do Fatamorgany, fotka z piękną nieznajomą i powrót na powierzchnię. Druga w kolejności była Chelosiowa. Tu plany były bardziej ambitne. Oprócz tradycyjnego dojścia do jeziorka chcieliśmy zaliczyć kilka bocznych, rzadziej odwiedzanych korytarzy. Pierwsza część przejścia obyła się bez komplikacji. Potem Dexter poprowadził nas na "rurki". Już przy wejściu do Sali z Kominem gwałtownie zaprotestowałem, że nie dam się pogrzebać żywcem. Łagodna perswazja i dość długie namowy pozwoliły na przełamanie moich oporów. Przy wydatnej pomocy siłowej współtowarzyszy przeszedłem pierwszy zacisk. Nie powiem było ciasno, nawet bardzo. Poszliśmy dalej do Dziurawej Sali. Kolejnym problemem była ciasna, techniczna szczelina w dół zakończona drugim zaciskiem. Szlak by to trafił, przeszedłem. Pomogła grawitacja i koledzy. Nie będę jednak cytował mojej opinii na temat głupich pomysłów kumpli, którzy namówili mnie na to przejście. Zwiedziliśmy "rurki" i meander - rzeczywiście są bardzo ciekawe i nietypowe. Moje epitety stały się jeszcze bardziej wyrafinowane, gdy dowiedziałem się że musimy wrócić tą samą drogą. Z brzydkimi słowami na ustach przeszedłem, znów z wydatną pomocą kolegów. Okazało się że problemy z przejściem pionowego zacisku pod górę miałem nie tylko ja (he, he).

Wymięci, uświnieni i spoceni wróciliśmy do głównego korytarza. Oj, będzie co wspominać. Nawet Zwierzątko stwierdził, że na dzisiaj wystarczy. Na zewnątrz przywitał nas ulewny deszcz. Zmył trochę czerwoną glinkę z naszych twarzy i kombinezonów. Kolejny raz stwierdzam, że Chelosiowa to zacny kawał dziury. Pewnie przyjedziemy tu wkrótce, mamy jeszcze tyle rzeczy do zobaczenia. Muszę tylko ochłonąć nieco i zrzucić parę kilogramów. W imprezie brali udział: Dexter, Zwierzątko, Diobeł i Kacper. Równolegle z nami w systemie działała pięcioosobowe ekipa ze SŚw. Pozdrowienia... /więcej fotek w galerii/

(KK)

aktualności « powrót » archiwum

Speleo-Myszków