›› Dzisiaj jest niedziela, 22 kwietnia 2018 roku. ‹‹



 
1-2 września 2012
Na zakończenie wakacji - Tatry

Aby zakończyć wakacje z przytupem pojechaliśmy z Jarkiem w nasze najwyższe góry. Bazę wypadową założyliśmy jak zwykle u Pani Zosi na Krzeptówkach. Niestety sobotni poranek przywitał nas mżawką i gęstą mgłą. Pomimo, że trudno było liczyć wspaniałe widoki wyruszyliśmy w góry.

Podjechaliśmy do Kir i tutaj czekała kolejna niemiła niespodzianka - za parking, który jeszcze na wiosnę kosztował 10 PLN, zażądano od nas dwa razy tyle. Pan Parkingowy z miłym uśmiechem oświadczył, że to wynik braku konkurencji. Zapłaciliśmy ze zgrzytem zębów. Na szczęście przestało padać. Szybko dotarliśmy na Halę Pisaną i rozpoczęliśmy mozolną wspinaczkę do otworu jaskini Czarnej. Początkowo chcieliśmy zrobić trawers, ale z powodu niezbyt licznej obsady (2 osoby) poszliśmy w partie Tehuby. Zaporęczowałem studnię wejściową, poczekałem na Jarka i poszliśmy w głąb jaskini. Po jurajskich bździństwach jaskinia zdumiała nas jak zwykle ogromem swoich korytarzy. Doszliśmy rekreacyjnie do Sali Łukowj, po czym wróciliśmy do Sali Ewy. Jarek wywspinał prożek do partii Tehuby i zaczęliśmy zejście na dno jaskini (-163,5 m). W zasadzie doszliśmy tylko do Sali pod Głazem (jakieś -145 m), niżej nie wpychaliśmy się z powodu ciasnoty. Powałęsaliśmy się po innych, rzadziej odwiedzanych korytarzach, mała sesja foto i z powrotem na górę. Wyszliśmy o 16 z silnym postanowieniem szybkiego powrotu na trawers. Na ten sam dzień mieliśmy jeszcze zaordynowaną jaskinię Wodną pod Pisaną. Jarek jakoś nie pałał ochotą, ja szybko przebrałem się na mostku wzbudzając małą sensację wśród przechodzących licznie ceprów. Cóż, czułem się jak małpa w klatce. Podczas wchodzenia do wywierzyska zostałem sfotografowany chyba przez 30 osób. Jaskinia bardzo fajna, w zasadzie bez trudności, choć suche wejście i niektóre korytarze są nieco ciasnawe. Za to woda zimna jak nieszczęście. Potem jeszcze tylko smakujące jak zwykle szarlotka i grzybowa w schronisku na Ornaku i koniec szychty.

Na niedzielę zaplanowaliśmy lajtową wycieczkę do Jaskini Śpiących Rycerzy i Śpiących Rycerzy Wyżniej w masywie Giewontu. W ekspresowym tempie doszliśmy pod otwory, pot lał się strumieniami. Jak na Tatry obie jaskinie nie są zbyt imponujące, ot krotki korytarzyk, mały zjazd i jedna duża komora. Za to otoczenie i widoki - wspaniałe. Jak zwykle mała sesja foto i szybko z powrotem na dół. Udało się dzięki temu uniknąć weekendowych korków na Zakopiance i po czwartej byliśmy już w domu. /więcej fotek w galerii/

Krzysiek "Kacper"

aktualności « powrót » archiwum

Speleo-Myszków