›› Dzisiaj jest niedziela, 22 kwietnia 2018 roku. ‹‹



 
20 kwietnia 2012
Zlate Hory od środka

Z tego powodu wyjazd był ściśle tajny i odbył się w mocno ograniczonym składzie (niestety nie udało się wcisnąć nikogo z Myszkowa). Organizatorzy prosili mnie nawet, aby nie pisać oficjalnie na forum, którędy wchodziliśmy do kompleksu ponad 120 km podziemnych wyrobisk. W piątek rano (20 kwietnia) pojechałem ze Zwierzątkiem do Głuchołaz, gdzie byliśmy umówieni z resztą ekipy. Była to Betka (Złoty Stok - główny organizator) oraz Wiesiek, Adam i Damian (Jaworzno, Gliwice). Jak dołożymy do tego mój Bytom i Tychy Zwierzątka, to ekipa było mocno hanysowa. Podjechaliśmy w masyw Poprzecznej Góry w Czechach i udaliśmy się pod zamaskowane wejście do sztolni. Uprzedzony przez Zwierzątko zaopatrzyłem się w OP-1 i zabrałem goretexowy kombinezon jaskiniowy (o baciokach i gumowych rękawicach nawet nie wspomnę). Kopalnia jest bowiem bardzo mokra. Planowane było brodzenie po pas w wodzie, wspinaczka szybem z mocno lejącą się wodą, zjazdy na linie w wodospadzie i inne wodne atrakcje. Na szczęście, mój świeży nabytek goretexowy z kapturem (!) w pełni zdał egzamin. Również stare, poczciwe, wojskowe OP-1 było znacznie lepsze od nowoczesnych woderów z Lidla . Okazało się, że byłem jedyną osobą, która zakończyła imprezę w miarę sucha. Cała podziemna akcja trwała ponad 10 godzin. Ospitowaliśmy dwa niebezpieczne miejsca (trudny trawers i kruchą studzienkę). Zwiedziliśmy w sumie trzy poziomy jaskini, w tym partie XVI wieczne. Dużą atrakcją było zejście-zjazd ponad 100 szybem prowadzącym do partii XX w. Wyjście było niestety mniej sympatyczne. W obiekcie oprócz ogromnej ilości wody można zobaczyć kapitalne nacieki (stalaktyty, stalagmity, grzybki, draperie itp.). Ponadto mnóstwo kolorowych minerałów (piryt, chalkopiryt, linaryt, langit). Na jednej z podziemnych hałd spędziliśmy godzinę, wyszukując coraz to piękniejsze okazy. Szkoda tylko, że są one bardzo kruche i trudno jest je wynieść na zewnątrz. Na dole w partiach XX w. całkiem sporo współczesnych konstrukcji i wyposażenia górniczego - tory, wagoniki, lutnie, instalacja elektryczna, kraty, drzwi a nawet gaśnice. W najniższym miejscu, do którego dotarliśmy, natrafiliśmy na 170 m szyb w dół z dobrze zachowaną windą i przedziałem drabinowym. Tam już z braku czasu nie schodziliśmy. Niedaleko było też kilka bardzo głębokich szybów zrzutowych (tak na oko ze 200 m, wrzucony kamień leciał i leciał...). Nic dziwnego, poniżej są przecież kolejne poziomy kopalni. Oprócz tego byliśmy w kilku potężnych podziemnych komorach - światło nie sięgało stropu. Na zewnątrz wyszliśmy już po północy. Mimo, że nie był to wyjazd stricte jaskiniowy było super . Myślę, że nie była to moja ostatnia wizyta w tym miejscu ... /więcej fotek w galerii/

Krzysiek "Kacper"


aktualności « powrót » archiwum

Speleo-Myszków