[ sprawozdania ]
aktualności « powrót » archiwum

Impreza w Beskidach

To był dość niezwykły sobotni wypad za miasto (02.04.2011). Podczas zeszłotygodniowego wyjazdu do Jaskini Wielkanocnej zaczęliśmy snuć plany kolejnych wypraw. Kacper oświadczył dość tajemniczo, że jest zajęty w przyszłym tygodniu, że z kimś tam się umówił w Beskidach na przełęczy Salmopolskiej. A co tam, postanowiliśmy również rodzinnie udać się na wycieczkę do Szczyrku. Pomyśleliśmy, że jak przez przypadek spotkamy Kacpra zrobimy mu niezłą niespodziankę. A jak nie, to trochę pobuszujemy po okolicy, nie wykluczając grotołażenia. Zresztą na podobny pomysł wpadł Jarek - też postanowił z rodziną zajrzeć na Przełącz Salmopolską. Zajechaliśmy na parking koło wyciągu Biały Krzyż i za jakiś czas spotkaliśmy się z Jarkiem i jego rodziną a po chwili z Kacprem. Pomogło kilka telefonów. I tak rodzinny wyjazd stał się wyjazdem klubowym. W sumie dość ciekawy zbieg okoliczności! Na miejscu wyszło na jaw, że Kacper został zaproszony przez członka SCC, znanego wszystkim jako Zwierzątko, na 50-te urodziny. Od słowa do słowa - udało się wkręcić na imprezę. Jeszcze tylko szybko do Szczyrku po flaszkę (no może dwie) i na piechotę udaliśmy się na miejsce biwaku. Teren, na którym odbywały się urodziny należał do jednego z członków nieformalnej Dzikiej Grupy z Malinki i był usytuowany gdzieś głęboko w lesie na stokach Malinowa. Nie ukrywam, że solenizant był zauroczony naszymi towarzyszkami (a było ich cztery) i po swojemu się przywitał z nimi na misia. Po złożeniu życzeń i wręczeniu załączników rozpoczęliśmy biesiadowanie przy ognisku. Na miejscu, między bukami, była skonstruowana niezła podniebna huśtawka, zapewniająca moc wrażeń. Główną atrakcją urodzinową miało być wejście do jaskini Wiślańskiej - najdłuższej jaskini Beskidów (grubo ponad 2 km). Szybka lustracja naszej tuszy przez członków DGM wykazała, że z naszego grona realną szansę na zwiedzenie jaskini mieli tylko Marlena i Mikołaj. Reszta towarzystwa o wejściu może jedynie pomarzyć. Na otarcie łez poszliśmy do innej, nowo odkrytej przez Dziką Grupę z Malinki, jaskini - Malinowskiej Studni (ponad 300 m). Udaliśmy się tam ekipą w sile 11 osób. Oprowadzał nas Bartek i Jakub z Dzikiej Grupy. Po zwiedzeniu głównego ciągu (-21 m) oprowadzający postanowił, że wyjdziemy drugim wyjściem. Przejście było niezwykle ciasne (Z ileś tam) i tylko czterem osobom udało się pokonać pierwszy zacisk. Byli to Sebastian (TOPR), Bartkek (WGM), Marlena i Mikołaj. Reszta wróciła tak jak weszła. I wtedy zaczęły się problemy - ciąg zacisków do wyjścia pokonał jedynie Bartek, pozostali musieli wracać. Nie obyło się bez dramatycznych przeżyć. Najpierw nieznacznie zacisnął się Sebastian, potem Marlena obsunęła się w szczelinę i utknęła na dobre. Bartek z Sebastianem próbowali ją wyciągnąć. Akcja ratunkowa trwała dobrą godzinę. Potem znów utknął Sebastian i nie obyło się bez pomocy zwinnego Bratka. Wreszcie udało się wyjść wszystkim. Szczęśliwi, bardzo brudni i przemoczeni udaliśmy się do ogniska, gdzie przy browarze prowadzono dyskusje jaskiniowe, nie obyło się bez odrobiny polityki. A poza tym: Oj działo się, działo... Nie wypada o tym pisać!! Może o tym opowiem przy innej okazji. Najlepszą będzie nasz Biwak. Pożegnawszy się, późno w nocy wyruszyliśmy w stronę ukochanego domu.

Krzysiek


aktualności « powrót » archiwum